Data | 21 lipca 2017

Kategoria Bez kategorii / By

Wegański Hong Kong!

Zdjęcie 23.01.2017, 07 54 45

 

Niedawno temu miałam okazję spełnić jedno ze swoich marzeń i udać się po raz kolejny do Azji.

Od kiedy przestałąm kupować zbędne mi rzecz, coraz więcej pieniędzy udaje mi się odkładać na podróże. No bo po co kolejna torebka? I tak się znosi, zniszczy a Ty za pół roku nie będziesz już o niej pamietać.

A wspomnienia zostają na zawsze. I to one nas uczą, kształcą i otwierają nasze serca i umysły… :-)

Okej, poleciałam troszkę lirycznie, a pisać chciałam o Hong Kongu. O wegańskim Hong Kongu. Wiele osób, zszokowanych zawsze moją dietą pyta mnie: „TO CO TY JESZ JAK PODRÓŻUJESZ??” „Gruz.” – odpowiadam zazwyczaj. 😉

A tak na zupełnie poważnie, to wracając z każdej podróży pokazuje znajomym i rodzinie kolorowe i wielkie talerze pysznych wegańskich dań serwowanych na drugim końcu świata.

Na początku chciałabym zaznaczyć, że jest to miejsce bardzo przyjazne weganom. Nie tylko jeśli chodzi o jedzenie, ale również jeśli chodzi o stosunek do zwierząt. Obywatele Hong Kongu bardzo sprzeciwiają się jedzeniu kotów i psów i niejednokrotnie zdarzyło mi się słyszeć z ich ust niepochlebne komentarze na temat Chińczyków i ich „barbarzyństwa” w kontekście festiwalu psiego mięsa Yulin, który jest Wam pewnie wszystkim dobrze znany z akcji protestacyjnych.

Zdjęcie 28.01.2017, 11 56 27Zdjęcie 24.01.2017, 09 52 18Zdjęcie 25.01.2017, 05 00 36Zdjęcie 28.01.2017, 11 55 47

Dookoła wszędzie jest bardzo dużo piesków, w sklepach mają swoje stanowiska do pilnowania i widać, że są baaaardzo rozpieszczane. Jeśli chodzi też o architekturę miasta, to HK obfituje w przeróżne kolorowe graffiti i murale ze zwierzęcymi motywami. Nie sposób przejść obok i nie uwiecznić ich aparatem, są przepiękne! Jest też sporo targów z owocami, warzywami, no i obowiązkowo trzeba odwiedzić jeden z FLOWER MARKET’ów. Tysiące przeróżnych kwiatów i roślin i stoiska z nimi ciągnące się przez długie ulice.

Niejednokrotnie zdarzyło mi się też spotkać krążące dookoła buddyjskich świątyń krowy. Od tak sobie chodzą i jedzą trawkę. Dają się pogłaskać i bardzo blisko podchodzą. Dla każdego weganina jest to spora atrakcja – nie ma to jak kontakt z żywą krówką! To coś dla nas!

Zdjęcie 23.01.2017, 09 33 29Zdjęcie 23.01.2017, 09 34 17Zdjęcie 23.01.2017, 07 54 45Zdjęcie 24.01.2017, 09 52 10

Ale przejdźmy po kolei do konkretów- czyli do jedzenia. Jedną z moich najulubieńszych rzeczy w HK są instant banany sprzedawane przy kasach w metrze. O tak, jakby ktoś szybko musiał złapać za bananka w biegu. Są wystawione w dyspozytorkach przy kasach i bynajmniej wg. mnie jest to bardzo urocze.

Jeśli chodzi natomiast o „konkretne” jedzenie to spory nacisk chciałabym położyć w tym poście na super nietypową, nietuzinkową i ekstremalnie odpowiedzialną pod kątem ekologii knajpkę. Mianowicie chodzi mi o Mana! Fast Slow Food (wegańsko-wegetariańska), której właścicielem jest Bobsy’ego i którego z resztą miałam przyjemność poznać. Facet wygląda jak z Cast Away, jest niesamowicie miły i gadatliwy. Rozmawiając o podróżach, weganiźmie i kulturze, która panuje w HK spędziliśmy ponad godzinę stojąc przy ladzie. Jak możecie zauważyć poniżej, w knajpce obowiązuje pełen recycling – mydło produkuje się ze zużytego podczas gotowania roślinnego oleju, spłuczka w toalecie jest zaprogramowana tak, by zużywać jak najmniej wody, a oprócz tego wszędzie dookoła widnieją slogany propagujące odpowiedzialny styl życia.

Zdjęcie 25.01.2017, 08 26 41Zdjęcie 25.01.2017, 08 24 41Zdjęcie 25.01.2017, 07 48 45Zdjęcie 25.01.2017, 08 26 32

Jedzenie? Co tu dużo mówić. Bajka. Zdałam burgera, frytki, sałatkę coleslaw i do tego popiłam wszystko lemoniadką. Jak zwykle myślałam, że pęknę. Ale było warto, takich łakoci dawno mi już nikt nie zaserwował! Oczywiście drogo jak cholercia, ale nie ma o czym mówić, bo w HK wszystko jest drogie.

Zdjęcie 25.01.2017, 08 24 38Zdjęcie 25.01.2017, 08 26 19Zdjęcie 25.01.2017, 08 22 37Zdjęcie 25.01.2017, 07 50 10

Jeśli chodzi o inne restauracje, to jest ich całkiem sporo i z pewnością znajdziecie ich dużo na Happy Cow. Ja od siebie mogę z całą pewnością polecić również wszelkie stołówki pracownicze, których jest multum i można do nich wejść z ulicy, parę knajpek na SoHo w tym jedną izraelską, gdzie dostaniecie pysznego pieczonego kalafiora oraz bardzo śmieszną i dziwną jeśli chodzi o wystrój reaturację VEGAN SF. Serwują tam całkiem przyzwoite burgery, ale większą uwagę od jedzenia przykuwają zdecydowanie porozstawiane dookoła wszędzie bibeloty rodem ze stanów z lat 60 i 70’tych.

Zdjęcie 26.01.2017, 06 32 33Zdjęcie 23.01.2017, 13 49 44Zdjęcie 27.01.2017, 07 17 22Zdjęcie 27.01.2017, 07 19 30

Wszystkim wybierającym się do Azji, polecam odwiedzić Hong Kong, nie będziecie z całą pewnością chodzić głodni a i oczy nakarmicie wspaniałymi obrazami, które utrwalą Wam się w pamięci na wiele wiele długich lat. Dla mnie ta podróż na zawsze pozostanie niezapomniana.